Geoblog.pl    cariocas    Podróże    Rio de Janeiro w karnawale 2015    Madryt, przylot do Rio de Janeiro i problemy z noclegiem
Zwiń mapę
2015
12
lut

Madryt, przylot do Rio de Janeiro i problemy z noclegiem

 
Hiszpania
Hiszpania, Madrid
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2291 km
 
Wreszcie nadeszła 8 rano i odleciałem samolotem Iberii do Madrytu. Tam 2,5 godziny na przesiadkę i o 11:50 siedziałem już w Airbusie A330-300 do Rio de Janeiro. Jakość obsługi, catering i komfort w klasie ekonomicznej Iberii były ok i nie miałem do nich większych zastrzeżeń. Ostatnie 3 godziny lotu to lot nad północno-wschodnią Brazylią, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę jak wielki jest to kraj. Tymczasem o 19:30 wylądowaliśmy na międzynarodowym lotnisku GIG. Po wyjściu z samolotu razem z tłumem udałem się w kierunku wskazywanym przez strzałki. Doprowadziły one nas do gigantycznej kolejki do kontroli paszportowej. Mimo, że czynnych było kilka stanowisk to ilość przybyłych podróżnych z kilku lotów była tak duża, że zapełniony był cały korytarz. Kilkadziesiąt minut oczekiwania, w końcu dostałem stempel do paszportu i pieczątkę na formularzu rozdawanym w samolocie, który to formularz należało mieć ze sobą przez cały pobyt i zwrócić dopiero przy wylocie. Przechodząc przez halę wylotów widziałem kilka kantorów, ale kursy w nich były wiadomo - lotniskowe. Było też kilka bankomatów, jednak nie korzystałem z nich, bo miałem przy sobie kilkadziesiąt reali kupionych jeszcze w Polsce. Większość turystów w tym momencie zaczynała rozglądać się za autobusem nr 2018, który jedzie do terminalu Alvorada przez najciekawsze dzielnice Rio. Koszt przejazdu ok. 14 BRL. Ja natomiast w budce na lotnisku kupiłem kartę za 4,5 BRL (3,5 bilet + 1 bezzwrotny depozyt na karcie ) na autobus BRT (bez numeru, odjeżdżający sprzed hali przylotów), który buspassem w okamgnieniu przewiózł mnie do stacji metra Vicente de Carvalho. Tam kupiłem bilet na metro za 3,5 BRL i po kilkunastu minutach byłem już na stacji metra Saens Pena, gdzie nieopodal miałem zarezerwowany nocleg przez Airbnb. Przy okazji cenna uwaga: karta na autobus BRT nie jest kartą na metro! Dojeżdżając do stacji Vicente Carvalho, po wyjściu z autobusu należy wyjść z zamkniętego przystanku i przejść ok. 100 metrów do stacji metra i tam kupić bilet na metro. Bilet jednorazowy kosztuje 3,5 BRL i upoważnia do dowolnej liczby przesiadek pomiędzy dwiema liniami metra.
Tymczasem po 22:00 wypełzłem na powierzchnię stacji Saens Pena i ruszyłem w stronę noclegu z Airbnb. Trochę się bałem, wszak czekał mnie marsz ciemnymi uliczkami po nieznanej dzielnicy. O dziwo atmosfera wokół była wyjątkowo imprezowa. Upalna noc, wielu ludzi spacerujących na ulicach, pootwierane restauracje, zapełnione stoliki, głośna muzyka itd. Dla mnie była to druga z rzędu nieprzespana noc, pragnienie choćby kropli wody stawało się coraz intensywniejsze, w dodatku prócz plecaka taszczyłem pod ręką grubą zimową kurtkę przyciągając wzrok ciekawych lokalsów. Byłem padnięty. Siłę do marszu dawała mi nadzieja, że jeszcze tylko kawałek i wskoczę pod prysznic i wypiję coś zimnego. Doszedłem w końcu do celu. Pukam i nic. Walę w bramkę przy domu i nic, Lekko się wystraszyłem, ponieważ przez ostatnie dni korespondowałem mailowo z właścicielem, niejakim Ulyssesem i wszystko było dopięte na ostatni guzik. Mimo późnej pory obudziłem sąsiada, który otworzył okno, popatrzył na mnie i nie mówiąc nic poszedł spać. Obudziłem drugiego sąsiada (a właściwie sąsiadkę o imieniu Patricia), która potwierdziła mi, że interesujący mnie człowiek mieszka pod tym adresem, ale to burak i ona z nim nie rozmawia. W związku z tym, że roaming w moim telefonie nie działał jak trzeba poprosiłem ją, aby ze swojego telefonu zadzwoniła do hosta i zapytała go, co jest grane. Sam w tej chwili przeskoczyłem bramkę i zacząłem przez okna zaglądać do jego domu. Walające się po podłodze butelki po alkoholu, biegający po domu i szczekający pies to nie był widok jakiego się spodziewałem. W dodatku z wnętrza rozbrzmiał dźwięk telefonu stacjonarnego, na który dzwoniła Patricia... Miałem już dość, bo nie tak to wszystko miało wyglądać. Człowiek, który na Airbnb miał wiele pozytywnych komentarzy okazał się zwykłym łajdakiem. Moje położenie było o tyle złe, że dwa dni przez wylotem z Polski wysłałem maila do drugiego hostelu, w którym zrobiłem rezerwację, że tę rezerwację odwołuję... Zaczynał się więc karnawał, tłumy ludzi ciągnęły do Rio, a ja nie miałem żadnego noclegu, stałem przed domem tego pajaca i zastanawiałem się co dalej. Zdumiała mnie jednak życzliwość Patricii. Widząc moją sytuację, pomimo dochodzącej godz. 23, zaprosiła mnie do swojego domu i zaczęła dzwonić po znajomych czy ktoś nie ma jakichś wolnych miejsc noclegowych. Ni stąd ni zowąd pojawił się jej ojciec i widząc moje pragnienie polał mi wody. Zimna mineralna na tyle otrzeźwiła mój umysł, że poprosiłem dziewczynę, aby zadzwoniła do Rio Maravilha Hostel, może mój mail z anulacją rezerwacji nie doszedł. Dokładnie tak się stało! Właściciel hostelu przyznał, że co prawda podczas rezerwacji nastąpił błąd cenowy, ale on czeka na mnie i uszanuje cenę z rezerwacji. W jednej chwili jakby słońce nade mną zaświeciło (a co najmniej księżyc). Patricia wezwała mi taksówkę, powiedziała dokładnie taksówkarzowi gdzie ma jechać, a mim żeby nie płacić więcej niż 30 BRL. Podziękowałem jej serdecznie za wszystko i wraz z taksówkarzem ruszyliśmy w stronę hostelu w dzielnicy Santo Cristo. W drodze pojawił się kolejny problem - miałem przy sobie tylko 100 EUR, a taksówkarz oświadczył, że za kurs chce tylko reale i tylko w gotówce. Zatrzymaliśmy się przy bankomacie Banco de Brasil, wkładam kartę Mastercard Alior Sync i okazuje się, że bankomat jej nie rozpoznaje! To samo w bankomacie Itau, Caixa, HSBC, Santander i kilku innych banków.... Taksówkarz już coraz bardziej poddenerwowany zaczynał rozumieć, że mogą być problemy z płatnością. Ułagodziłem go mówiąc, że w hostelu wymienię kasę i mu zapłacę. Gdy dojechaliśmy na miejsce dochodziła już północ. Taksomentr wskazał 30 BRL, ale taksówkarz upierał się, że mam mu zapłacić 35 BRL i zaczął mi pokazywać jakieś tabele niby zatwierdzone przez miejski samorząd. Zawołałem właściciela hostelu, który na szczęście dobrze mówił po angielsku i przedstawiłem sprawę. Nie wiem na ile mówił prawdę, ale powiedział, że taksówki w Rio doliczają do wskazań taksometru opłatę za kurs w nocy. Po krótkiej kłótni z taksówkarzem zgodziłem się zapłacić te 35. Właściciel hostelu wyłożył za mnie za taksówkę i powiedział, że do jutra do południa mam mu tę kasę oddać i zapłacić za cały pobyt w hostelu. Byłem uratowany. Szczęśliwy i wykończony padłem na łózko w 10-osobowym dormitory i od razu usnąłem.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 1.5% świata (3 państwa)
Zasoby: 8 wpisów8 0 komentarzy0 18 zdjęć18 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
11.02.2015 - 18.02.2015