Geoblog.pl    cariocas    Podróże    Rio de Janeiro w karnawale 2015    Żar tropików
Zwiń mapę
2015
13
lut

Żar tropików

 
Brazylia
Brazylia, Rio de Janeiro
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10432 km
 
Mając na uwadze wydarzenia dnia poprzedniego i wyznaczoną godz. 12:00, od której zależał mój dalszy byt, wstałem o 7 rano i ruszyłem w miasto szukać kantoru. Z informacji uzyskanych od innych turystów wynikało, że kantorów w Rio jest jak na lekarstwo (okazało się to prawdą) i że nie ma sensu krążyć bez celu po mieście, bo raczej nic się nie znajdzie. Znalazłem więc w Internecie informację, że jest kantor z dobrymi kursami w Botafogo Praia Shopping przy stacji metra Botafogo. Faktycznie na II piętrze centrum handlowego znalazłem dwa kantory, z których w lepszym dostałem 300 BRL za 100 EUR.
Piątek trzynastego był w Rio wyjątkowo upalny. Miejskie termometry wskazywały 37 stopni. Poszedłem więc na pobliską plażę Botafogo i tak szybko jak się tam znalazłem tak szybko stamtąd się ulotniłem. Plaża pusta, brudna z wieloma pływającymi śmieciami. Jedynym jej atutem jest świetny widok na Głowę Cukru. Mając chwilę czasu usiadłem na chodniku i przypatrywałem się jak żyje 6,5-milionowe miasto i jego mieszkańcy. Brazylijczycy trochę przypominają Amerykanów. Ich koleje losu i przyczyny, dla których znaleźli się na tej ziemi są różne. Dziś wygląda to tak jakby żyli wg zasady "Żyj i pozwól żyć innym". Tworzy to czarno-białą mozaikę, w której obie rasy wydają się ze sobą żyć w zgodzie. Już od pierwszego dnia dało się zauważyć, że cariocas (mieszkańcy Rio) są głośni. Jeśli są w grupie - są bardzo głośni. A jeśli do tego są pod wpływem alkoholu to są wprost nieznośni. Zaczynał się właśnie okres karnawału i na ulicach i w środkach komunikacji widać było osoby poprzebierane za różnych dziwolągów. Grupy pijanych imprezowiczów, w większości Brazylijczyków, zalegały wagony metra, stacje metra, nie wspominając już o miejscach, gdzie gromadziły się tzw. blocos, skąd ruszały karnawałowe korowody. Mężczyźni przebrani za kobiety, w stanikach, pieluchach, z ogolonymi nogami. Kobiety imaginowane na świnki Pigi. Do tego całe rzesze wszelkiej maści dewiantów z pejczami i w obrożach, które traktowały karnawał jak swoje święto i miejsce do promocji zboczeń. Wszystko to przedstawiało ponury widok ludzi mających dwa cele w życiu: konsumpcję i wydalanie. Wielu czytelników zapewne zastanawia się, po co pojechałem do Rio właśnie w karnawale. Otóż po to, aby stojąc z boku zobaczyć na własne oczy to kulturowe zjawisko słynne na całym świecie. Żeby dokonać pewnych przemyśleń, wyciągnąć wnioski i mieć własne zdanie w tej kwestii, a nie opierać się na relacjach osób trzecich.
Tymczasem po wymianie EUR na BRL pokręciłem się trochę po okolicy próbując znaleźć bankomat, który współpracowałby z moją kartą. Niestety, nie znalazłem takiego. Tu ostrzeżenie dla osób, które jadąc do Brazylii nie biorą w ogóle gotówki licząc na wypłaty z bankomatów. Można się przeliczyć. Na szczęście w Rio powszechne jest płacenie kartami. Terminale są nawet w barach na plaży i w niektórych kioskach z gazetami. Nie ma minimalnej kwoty transakcji, sprzedawcy pytają jedynie czy karta jest kredytowa czy debetowa, nie wiem jednak w jakim celu.
Przed południem wróciłem do hostelu uregulować długi, po czym pojechałem na słynną Maracanę. Przy wejściu kupuje się bilet na tour z przewodnikiem lub bez. Cena odpowiednio 36 lub 30 BRL, w weekendy trochę drożej. Kupiłem bez przewodnika i pokręciłem się po obiekcie. Obecnie Maracana mieści 78 000 miejsc i nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś, gdy wchodziło na nią 200 000 osób. Jeśli mam być szczery to nasz Stadion Narodowy robi dużo lepsze wrażenie. Legenda Rio jednak pozostała legendą.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (3)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 1.5% świata (3 państwa)
Zasoby: 8 wpisów8 0 komentarzy0 18 zdjęć18 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
11.02.2015 - 18.02.2015