Geoblog.pl    cariocas    Podróże    Rio de Janeiro w karnawale 2015    Wspinaczka na Corcovado
Zwiń mapę
2015
14
lut

Wspinaczka na Corcovado

 
Brazylia
Brazylia, Rio de Janeiro
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10432 km
 
Na dzień dzisiejszy zaplanowałem zwiedzenie największej atrakcji Rio - pomnika Chrystusa Odkupiciela na wzgórzu Corcovado. Nie chciałem jednak iść na łatwiznę i jak większość turystów wjechać na szczyt wagonikiem (Trem do Corcovado) za 62 BRL.Nie chodziło nawet o pieniądze. Przygotowując się do wyjazdu natrafiłem na informację, że górę tę można zdobyć pieszo idąc przez tropikalny las od strony Parque Lage, tak więc postanowiłem pójść tym tropem. Autobusem dojechałem do w/w parku. Znalezienie początku szlaku nie było łatwe, ponieważ nie naprowadzały nań żadne wskazówki. Ostatecznie z pomocą kogoś wyglądającego na strażnika parku dotarłem do tabliczki "Trilha Parque Lage - Corcovado", skąd po strzałkach ruszyłem w górę. Przede mną w oddali widziałem czterech wspinających się chłopaków, którzy narzucili sobie ostre tempo i po chwili już ich nie było widać. Szedłem sam poprzez leśną głuszę. Na początku ścieżka była łagodna, ale wraz z biegiem czasu podejście zaczynało być coraz bardziej strome, a w końcowej fazie konieczne było wciąganie się po łańcuchach. A wszystko to w temperaturze ok. 35 stopni i dużej wilgotności. Wydawać by się mogło, że to tylko miejska górka, która nie powinna przysporzyć większych problemów. Jednak wielokrotnie przysiadałem, by opanować mroczki w oczach. Pot lał się strumieniami, a nogi nie chciały odrywać się od ziemi. Wytchnienie dawały gęste drzewa, których cień koił włożony trud. Dodatkową frajdę sprawiały odgłosy zwierząt dochodzące z każdej strony. Po ok. 1,5 godz. marszu doszedłem do asfaltowej drogi, po której busy załadowane turystami wspinały się na szczyt. Mając w pamięci relację Washingtona z forum F4F i przestrogę, że na górze nie ma kas biletowych postanowiłem zejść szosą w dół do Paineiras, gdzie busy miały stację początkową. Trochę to było dziwne, najpierw wspinać się ostro do góry, a potem pół godziny schodzić, no ale cóż. Inni turyści, z którymi rozmawiałem później stwierdzili, że poszli pieszo do końca Corcovado i tam kupili bilety po 22 BRL, czyli wygląda na to, że jednak można. Tak czy inaczej na dole w Paineiras kupiłem za 34 BRL bilet wstępu na Corcovado. Bilet ten obejmował także przewóz busem na szczyt i odwiezienie do dolnej stacji. Gdy ok. południa dotarłem do stóp Chrystusa, od południowej strony zaczęła gromadzić się mgła. Zdążyłem zrobić kilka zdjęć i już po 5 minutach cała okolica pokryta była gęstą mgłą. Co ciekawe na dole w Rio świeciło słońce. Turystów na Corcovado było multum i jeszcze trochę. Każdy rozpychał się łokciami próbując zrobić sobie niezapomniane selfie, na którym i tak niewiele było widać. Sam pomnik wydał mi się nieco mniejszy niż nasz świebodziński Chrystus, niemniej jednak nie chodzi tu o rozmiary, ale o znaczenie tego jednego z symboli Rio.
Przez kilkanaście kolejnych minut zamglenie jeszcze bardziej postępowało, więc postanowiłem ewakuować się stamtąd. Busem zjechałem do Paineiras, skąd złapałem stopa, w postaci jakiegoś pikapa, który wziął mnie na pakę. Sam zjazd serpentynami szosą pośród tropikalnych drzew był ciekawym przeżyciem. Wyskoczyłem przy dworcu autobusowym Cosme Velho i stamtąd złapałem jakiś autobus, który zawiózł mnie w okolice Copacabany.
W tym momencie istotna informacja o podróżowaniu autobusami w Rio. Jest ich bardzo dużo, odnosi się wrażenie, że w każdym kierunku jadą ich tysiące. Każdy autobus ma na przedniej szybie naklejkę z ceną za przejazd. W zdecydowanej większości przypadków jest to 3,40 BRL za przejazd bez względu na ilość przejechanych przystanków. Po wejściu do autobusu ukazują się nam kierowca oraz młynkowy. Rola kierowcy w pojeździe jest wspólna jak świat długi i szeroki, wiec ją pominę. Młynkowy z kolei to człowiek, który pobiera opłatę za przejazd i zwalnia młynek broniący dostępu do dalszej części autobusu. Całość idzie w miarę sprawnie i autobusy docierają na miejsce bez większych opóźnień.
Dojechałem do Copacabany. Zdjąłem sandały i plażą przeszedłem się po tej - jakby nie patrzeć - jednej z najsłynniejszych plaż świata. Długa i ogromna. Lewie widać jej początek i koniec, a szerokość od ulicy do wejścia do wody też jest niemała. Z racji karnawału cała plaża była zatłoczona. Tam, gdzie nie leżeli opalający się, ustawione były boiska do gry, na których mężczyźni grali w siatkonogę. Nie skusiłem się jednak, żeby wejść do wody, bo woda ta była niezbyt czysta i o zielonkawym zabarwieniu. Maszerując plażą zauważyłem, że charakterystyczne bikini odsłaniające tyłek,noszone przez opalające się kobiety, nie jest tam jakimś ewenementem, a praktyką powszechną. Nawet małe brazylijskie dziewczynki noszą takie stringi. Być może wynika to z tego, że tylko takie produkuje się w Brazylii, bo u żadnego z ulicznych sprzedawców nie widziałem "niebrazylijskich" bikini. Tym samym od razu rzucają się w oczy turystki spoza Brazylii, które tyłki mają skrzętnie pozakrywane.
Zbliżał się już wieczór, więc usiadłem w barze na plaży i zamówiłem caipirinhę. 10 BRL to stała cena tego trunku na Copacabanie, w nieturystycznych miejscach można wypić ją za 5 BRL. Ten popularny w Rio trunek składa się z wódki z trzciny cukrowej wymieszanej z limonką i jest piekielnie mocny. W smaku - bez rewelacji.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (7)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 1.5% świata (3 państwa)
Zasoby: 8 wpisów8 0 komentarzy0 18 zdjęć18 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
11.02.2015 - 18.02.2015